Dom

Jak otwieramy sezon, gdy morze jest jeszcze zimne

Zanim pierwsi wczasowicze pojawią się na alei, ekipa domu spędza kilka tygodni na przygotowaniach. Opisujemy, co się wtedy dzieje.

Notatka z kalendarza domu

Czym zajmujemy się, zanim ruszy sezon?

Pierwsze prace zaczynają się w kuchni. Przemysław Kowalik mierzy zapasy, zamawia nowe garnki i sprawdza, czy piec w jadalni nie ma pęknięć. Potem przychodzi kolej na belki w sali na piętrze, które trzeba przetrzeć z kurzu i soli.

Joanna Sobczak maluje okiennice, wiesza nowe obrusy i sprawdza stan krzeseł. Hubert Zając układa żetony i wymienia talie, które przez zimę wytarły się na rogach. Zofia Sokołowska przegląda księgę rezerwacji i dzwoni do tych, którzy zapisali się na pierwsze tygodnie.

W porcie rozmawiamy z rybakami o tym, jakich ryb można się spodziewać na wiosnę. Dorsz bywa kapryśny, flądra łaskawsza, a łosoś zależy od łaski morza. Karta układa się dopiero po tych rozmowach.

Ostatniego dnia przed otwarciem robimy próbną kolację dla zespołu. Siadamy przy jednym stole, jemy zupę rybną i omawiamy, co poszło dobrze, a co można poprawić. Potem gasimy światło i czekamy, aż w drzwiach pojawią się pierwsi goście.

Najtrudniejszy bywa pierwszy wieczór po przerwie. Wszystko jest czyste, lampy świecą, ale w sali brakuje ludzi. Hubert tasuje karty dla samego siebie, Joanna sprawdza listy, a Przemysław wygląda co chwilę przez okno. Dopiero kiedy w drzwiach pojawia się pierwszy gość, dom odżywa.

Oświetlony zabytkowy budynek przy placu o zmierzchu