Ludzie

Wieczór stałych gości w mroźny wtorek

Zimą, kiedy wczasowicze wyjeżdżają, dom należy do tych, którzy zostają. Raz na jakiś czas zapraszamy ich na wspólną kolację i partię kart.

Z albumu domowego

Co robimy, gdy w mieście zostają tylko mieszkańcy?

Wtorek w styczniu bywa najcichszym wieczorem roku. Za oknami wieje, aleja jest pusta, a w porcie kutry kołyszą się przy nabrzeżu. Wtedy dom jest cały dla stałych gości. Zofia Sokołowska rozsyła zaproszenia z hasłem „Wtorek wieczorem, dom ogrzany” i liczy, ile osób odpowie.

Zbiera się piętnaście do dwudziestu osób: rybacy z żonami, nauczycielka z pobliskiej szkoły, listonosz i stara pani z kwiaciarni. Siadamy przy jednym długim stole w jadalni, a Przemysław Kowalik wynosi wielki garnek zupy rybnej, której starcza dla wszystkich.

Po zupie przychodzi czas na plince i herbatę. Rozmowa dotyczy zwykle pogody, ryb i tego, kto jakie plany ma na wiosnę. Nikt nie mówi o niczym wielkim, ale każdy wychodzi z uczuciem, że spędził dobry wieczór.

Potem jedni idą na piętro, inni zostają w jadalni przy kominku. Hubert Zając układa żetony w kolumny i uczy tych, którzy jeszcze nie grali. Gdy zegar zbliża się do północy, na schodach rozlega się cichy śmiech.

Przed wyjściem Zofia żegna każdego po imieniu i pyta, czy dobrze mu się siedziało. To nasz sposób na podziękowanie za to, że ktoś wybrał dom zamiast telewizora. Gdy zamykają się drzwi, w holu zostaje zapach ciasta i cichy szmer rozmów, które jeszcze trwają na schodach.

Kucharz podaje danie gościom siedzącym przy stoliku